top of page

słucham świata



Przez laaaaata nie wyobrażałam sobie robienia praktycznie czegokolwiek bez słuchania w tym czasie podcastu / filmu na YT w tle / głosówki od przyjaciół lub chociaż muzyki.

Wchodzę do domu czy wychodzę na spacer i cyk w słuchawkach musi coś lecieć. Brzmi znajomo? 


W ostatnim czasie trochę to się zmieniło i przynajmniej kiedy jestem poza domem, otoczona mnóstwem bodźców z otoczenia nie czuję potrzeby dokładania sobie stymulantów. I sama się zastanawiam skąd ta zmiana. Może nabrałam po prostu większej (nad)wrażliwości albo/i oswoiłam się z słuchaniem swoich myśli. Cisza przestała być niekomfortowa, a nadmiar sygnałów z zewnątrz za to zaczął (?).



Kiedy moje codzienne życie dostarcza mi tylu wrażeń, szczególnie kiedy spędzam większość dnia przed ekranem już po prostu chyba nie mam siły na więcej. Na pewno nie na naukę nowych rzeczy lub cokolwiek równie angażującego. Niejednokrotnie powiem Wam słucham czegoś i zdaję sobie sprawę, że nie przyswoiłam nawet połowy treści, a nagranie to tylko szum w tle. Jednak nadal leci do sprzątania czy gotowania, no bo dziwnie przecież tak siedzieć samej.


No właśnie, to o czym mówię dzieje się kiedy mieszkam / jestem sama (czyli przez większość mojego dorosłego życia). Będąc w Australii z moją przyjaciółką przekonałam się, że ja niczego z tych powyższych rzeczy nie potrzebuję. Justyna proponowała słuchanie podcastu czy audiobooka podczas wielogodzinnych podróży samochodem, a ja oddawałam jej słuchawkę. Ba, nawet muzykę przyciszałam.


“Słucham świata” powiedziałam do niej i prowadziłam patrząc przed siebie na drogę, przyjemnie wentylując głowę. Zastanawiam się czy gdybym siedziała w tym samochodzie sama zrobiłabym to samo? Czy może to właśnie obecność drugiej osoby daje mi na tyle dużo komfortu, że znika wewnętrzny niepokój i uczucie osamotnienia, które chciałabym zagłuszyć? 


Czyż to nie paradoks - chcieć zagłuszyć ciszę? Jak głośno może krzyczeć pusty dom czy samochód? 



Jestem na drugim końcu świata już trzy tygodnie i nie przesłuchałam żadnego podcastu an nie przeczytałam żadnej książki (przewodnik po Australii się liczy?). Słuchania i czytanie świata zajmuje całą moją uwagę, karmi zmysłu i sprawia, że nie mam potrzeby na więcej. W chwilach spokoju trawię to co zobaczyłam i usłyszałam. Może tak właśnie czuję się człowiek w podróży/ w nowym miejscu? Może ta potrzeba stymulacji wynika ze znudzenia i znużenia tym co znane i spowszedniałe. 


Odpowiedzi żadnych tutaj nie dam, bo po pierwsze ich nie mam, a po drugie ich nie ma. Pewnie niejedna osoba ma podobnie, ale każdy z nas jest fundamentalnie inny, a ilość czynników, które wpływają na to jakie mamy w danym momencie potrzeby jest niezliczona. 

Wiem jedno, lubię być wśród ludzi, nawet kiedy wspólnie milczymy.


6 komentarzy

6 commentaires


U mnie jest dokładnie tak samo, cały czas musi coś w tle lecieć, być może sprawia to, że czuję się bezpieczniej(?) nie wiem, ale w pewnym momencie stało się to bardzo męczące. Jakiś tydzień temu podjęłam drastyczne kroki i odcięłam się od większości bodźców jakie mnie bombardowały. Nie wiem ile to potrwa, ale na razie musze siedzieć w ciszy, mimo, że czasami odczuwam dyskomfort. Chce usłyszeć w końcu mój własny głos.

J'aime

Niedawno przeprowadziłam się z Londynu do Barcelony i potem z Barcelony do Tajlandii, więc bodźców zewnętrznych jest sporo i uczę się obecnie zachowywać równowagę pomiędzy tymi dwoma podejściami, co chyba odpowiada mi najbardziej. ✨

J'aime

Ciekawe jak refleksje i pomysły krążą u różnych ludzi, z różnych środowisk w tym samym czasie. Historie się przeplatają.. Ostatnio słuchałam podcastu What's the Juice gdzie Radhi Devlukia opowiadała o tym, jak ważne jest bycie w ciszy, ay zatrzymać i posłuchać siebie i myśli, skontaktować się ze sobą, a nie ciągle biec i zagłuszać, nawet jeśli w produktywny i edukacyjny sposób.

J'aime

W moim przypadku jest chyba inaczej. Uwielbiam być sama ze sobą i wsłuchiwać się we własne myśli albo w ciszę. Jednak nie zawsze tak było. Kilka lat temu byłam bardzo podobna do Ciebie - wszędzie podcast, audiobook. Wiem też z czego to wynikało. Miałam wówczas poczcie, że muszę wykorzystywać swój czas na ciągły rozwój. Nie było mowy o nic-nie-robieniu (a jeśli już to i tak z podcastem w tle). Przecież jak się zatrzymasz to już wypadasz z gry. Całe szczęście, obecnie zdecydowałam się na inne życie i wypisałam się z tego trybu ciągłej zajętości. Przyznaję, wspaniale jest w tym świecie prawdziwego SLOW.

J'aime
En réponse à

Jak ja się z tym utożsamiam. <3

J'aime

A ja mam właśnie odwrotnie! Przez całe życie jakoś lubiłam się w tej ciszy rozkoszować (może to przez dość głośny dom rodzinny, który zawsze pełen był osób, które coś mówiły) więc każdy moment, w którym mogłam pobyć sama ze swoimi myślami w ciszy był dla mnie najlepszym odpoczynkiem. Długie spacery czy częste podróże pociągiem byłam w stanie spędzać w ciszy, po prostu siedząc i obserwując świat. Pamiętam szok na twarzy mojej przyjaciółki, która podobnie jak Ty, zawsze tą ciszę zagłuszała – nie mogła pojąć jak można tak po prostu nie słuchać. Być. Przez lata trochę w tej kwestii się zmieniło i często czuję, że chcę czegoś posłuchać, ale nadal normalnym jest wybór ciszy.

J'aime
bottom of page